Pierogarnia Stary Młyn (Toruń)

Wpis 1 z 59
Wpis 1 z 59
Pierogarnia Stary Młyn (Toruń)
Share Button

W Toruniu pierogarni nie brakuje.  Zgodnie z Waszymi głosami posmakowałyśmy ostatnio pierogów w Pierogarni Stary Młyn przy ulicy Łaziennej.  Już na naszym fanpage pisałyśmy, że zdecydowanie nie są to najlepsze pierogi w mieście (www.facebook.com/MiastoSmakow).

 

Kiedy weszłyśmy do środka wydawało nam się, że musi być naprawdę dobrze skoro prawie wszystkie stoliki były zajęte. Zasiadłyśmy w sali w piwnicy, blisko kuchni. Pomyślałyśmy, że ktoś niedawno opuścił ten stolik, bowiem było jeszcze nie posprzątane. Niestety jeszcze długo tak pozostało, a kiedy w końcu kelnerka zabrała brudne naczynia  zostawiła blat nieprzetartym. Tu od razu musimy zaznaczyć, że w Starym Młynie na wszystko każe się dosyć długo (za długo) czekać. Zanim dotarła do nas kelnerka posprzątać i przywitać się, zdążyłyśmy same wziąć sobie kartę. Zanim mogłyśmy złożyć zamówienie też minęło sporo czasu. Zanim przyszły do nas pierogi zaczęłyśmy już narzekać (choć w karcie jest ostrzeżenie, że czas oczekiwania na danie  to 27 minut). Na szczęście ten czas umiliła nam nieco smaczna przystawka – smalec, ogórki kiszone i chleb.

 

Gdy wreszcie przyszły wyczekane pierogi, przyszedł i zawód. Dodajmy, że pierogi bardzo lubimy. Z  małego miksu Piecuchów (18,26 zł), Chiński był naprawdę smaczny! Piecuch Kowala był tak przesolony, że nie dało się go zjeść. Zaś O kurcze! Odstraszało już samym wyglądem, ale wiemy, że nie ocenia się książki po okładce, więc była próba podniebienia. Szkoda, że pieróg ją przegrał, był nijaki, trochę jak jakiś pasztet z kurczaka.

 

Z przykrością stwierdzamy, że Lepiochy (14,96 zł) nie były lepsze. Największą porażką były zachwalane przez obsługę Lepiochy Cebrowe. Ponieważ jesteśmy fankami pierogów ze szpinakiem, bardzo się nimi rozczarowałyśmy. Świetny pomysł z dodaniem szpinaku również do ciasta, pochwalamy użycie świeżego szpinaku a nie mrożonego (przecież jest sezon), ale to wszystko. Farsz miał być  ze szpinaku i sera typu feta, a był sam szpinak. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie to, że był chyba w ogóle nie przyprawiony, był kompletnie bez smaku, nawet smak szpinaku zgubił się w tych pierogach. Z pierogami z kapustą i grzybami było już lepiej, bo były ok., takie sobie, po prostu zjadliwe. Cebulaki (grubo krojone ziemniaki i cebula) smakowały trochę podobnie to ruskich, nie w naszym stylu, ale smaczne, chyba najsmaczniejsze z zestawu, bowiem ruskie też okazały się zawodem. Lepioch Zza miedzy wschodniej był słodki, nie czuć było sera a ziemniaki nie były dokładnie zgniecione (tak wiemy, niektórzy lubią grudki, ale nie powinno ich tam być).

 

Po wytrawnych pierogach przyszła pora na deser, czyli mały miks Piecuchów  Kruchych (24,96 zł). Kiedy po półgodziny czekania zobaczyłyśmy trzy pierożki obsypane cukrem pudrem, pomyślałyśmy, że chyba będzie trzeba poczekać kolejne półgodziny, bo ta porcja jest za mała. Okazało się, że trzy słodkie pierogi to aż za dużo. Stanowczo za słodko i za ciężko. Jednak tu możemy powiedzieć , że było trochę lepiej niż w przypadku pierwszego dania. Farsz miał smak. Z miksu składającego się z pierogów  Piernikowego, Benedyktyńskiego ( wiśnie, płatki migdałowe i czekolada) i Niebo w gębie (sezam, daktyle, rodzynki, orzechy), najbardziej smakował nam ten ostatni. Choć bardzo słodki, to słodki dosyć naturalnie – daktylowo. Pieróg  piernikowy był zdecydowanie za słodki i za ciężki. Zmarnowany potencjał piernika. Zaś najmniej słodki z zestawu pieróg Benedyktyński smakował po prostu dobrze, choć nie mogłyśmy doszukać się tej zapowiadanej w menu czekolady. Wielki minus za zakalec w ostatnim wspomnianym pierogu. Po tym miksie nie byłyśmy już w stanie nic zjeść, nie dlatego, że się tak najadłyśmy, zasłodziłyśmy się.

 

W pierogarni spędziłyśmy trochę czasu (głownie na czekaniu) i było to czas trochę męczący, przez duchotę jaka panowała w lokalu (chyba warto zainwestować w klimatyzację lub lepszą wentylację). Pomijając to siedziało nam się dosyć przyjemnie, choć zdecydowanie nie jest to miejsce na długie spotkania. Wystrój nawiązuje do chaty staropolskiej wszędzie jest drewno, malowane wiejskie domki na ścianach, koszyki. Chociaż cała aranżacja nie przytłacza, to jest sztuczna, brakuje w niej luzu, nieco polotu, zwłaszcza, że wiszące, zdobiące warzywa są plastikowe. Podoba nam się za to pomysł z oknami, w których zamiast szyb są lustra. Obsługa w lokalu jest miła, choć nieco roztargniona (może trafiłyśmy na gorszy dzień).

 

Jeśli do Pierogarni Stary Młyn wrócimy, to na pewno nie prędko, chcemy bowiem wyruszyć na poszukiwania najlepszych pierogów w Toruniu, a te w Starym Młynie, jak już na wstępie powiedziałyśmy ,takie nie są. Zdecydowanie nie jest to też najlepszy lokal w mieście.

Więcej zdjęć: www.facebook.com/MiastoSmakow

Plusy: miła obsługa, przystępne ceny, smaczny starter

Minusy: duchota, długi czas oczekiwania, za grube ciasto pierogowe, średnio smaczne farsze, rozkojarzona, niereagująca na brudne stoliki obsługa

Lokal idealny na: szybki (nie do końca), tani obiad

Rodzaj kuchni: polska

Pierogarnia Stary Młyn

Łazienna 28/1, Toruń

Pon – Niedz.: 11:03 – 22:56

 

Share Button

Tags: , , , , , , , , , , , ,

Zobacz następny wpis - Weranda Chełmińska (Toruń)