Hacienda Pancho Villa (Toruń)

Wpis 33 z 59
Wpis 33 z 59
Share Button

W Toruniu jest coraz więcej restauracji, które serwują swoim gościom „smaki świata”, dzięki czemu mamy możliwość poznania choć namiastkę kultury gotowania w innych krajach, nie wyjeżdżając z miasta. Tym razem wybrałyśmy kuchnię meksykańską w restauracji Hacienda Pancho Villa.

Wchodząc do lokalu rzeczywiście można poczuć się jak w Meksyku. Dołożono wiele starań, o zachowanie klimatu tego kraju, wystrojem oraz oryginalną muzyką.

Niestety pierwsze dobre wrażenie szybko prysło… W tej restauracji pierwszy raz podczas naszej „podróży kulinarnej” spotkała nas niezręczna sytuacja. Na początku naszego pobytu zapytałyśmy się pani kelnerki o możliwość robienia zdjęć (w końcu teren prywatny…), po czym poszła zapytać właściciela. Po krótkiej chwili w restauracji pojawił się mężczyzna, który podszedł do nas i nie witając się ani nie przedstawiając z pretensjonalnym tonem zaczął zadawać pytania: „Po co zdjęcia?!”, „Do czego?!”. Domyśliłyśmy się, że był to właściciel. Wyjaśniłyśmy i wręczyłyśmy wizytówkę oraz poinformowałyśmy o tym, co robimy. Po naszych wyjaśnieniach szef wziął wizytówkę i wyszedł na zaplecze. Zaczęłyśmy się zastanawiać, czy w ogóle tam zostać po takim „powitaniu”… Po kilku minutach z kuchni wyszedł właściciel i z uśmiechem na twarzy zgodził się na wykonywanie zdjęć… Cóż za odmiana !

Atmosfera atmosferą, ale przyszłyśmy oceniać dania i zabrałyśmy się do złożenia zamówienia… Na początek zamówiłyśmy 2 zestawy lunchowe (12,50 zł) - zupa dnia i wybrany lunch.

Zupą dnia była zupa Taco - tradycyjna zupa meksykańska z kawałkami kurczaka, kukurydzą, czerwoną fasolą i makaronem z tortilli. Niestety nasza degustacja zakończyła się na jednej łyżce, ponieważ była tak słona, że nie byłyśmy w stanie jej zjeść. Widok niezjedzonej przez nas zupy sprowokował właściciela do podejścia do naszego stolika i zapytania, czy smakowała nam zupa. Gdy poinformowałyśmy o naszej opinii stwierdził, że „wszyscy ją jedzą”. 

Po zwrocie zupy postanowiono nam ją zrekompensować wyborem innej. Zatem zamówiłyśmy Pozole (10 zł), czyli zupa z kurczakiem, czerwoną fasolą, kukurydzą, cukinią oraz żółtą papryką, która już była smaczna, pikantna z dużą ilością kurczaka. Dziwne było to, że w ciągu 45 minut dostałyśmy dwie zupy… Czas oczekiwania był najdłuższy, mając w pamięci nasze wizyty w innych lokalach.

Między jedną a drugą zupą barman zaserwował nam, w tradycyjnym sombrero, bezalkoholową Margaritę lemon (11 zł). Ta margarita to mix soku z cytryny oraz trzech syropów – lawendowego, z granatów i cytrynowego – z crustą, z soli. To był świetnie orzeźwiający napój – aż chciałoby się go pić na meksykańskiej plaży ;) .

W ramach zestawu lunchowego wybrałyśmy dwa dania. Jednym z nich było Pollo Loco, czyli grillowana pierś z kurczaka z pomidorową salsą (salsa roja) i śmietanową. Pierś z kurczaka była soczysta, a salsy dodatkowo dodały smaku. Pieczone ziemniaki były doskonałym dodatkiem.

Drugim daniem lunchowym było Taco Vegetariano, czyli placki tortilla z ryżem, czerwoną fasolą, kukurydzą oraz cukinią, polane salsą roja. Nadzienie było bez wyrazu, ryż rozgotowany, przez co powstała mdła ryżowa papka.

Następnym daniem podjęłyśmy wyzwanie, wybierając quesadillas w wersji najostrzejszej – champinones y jalapeno (17 zł). Pod tym daniem kryją się placki tortilla z pieczarkami, papryczkami jalapeno zapiekane serem, w towarzystwie czterech sals: rojo (pomidorowa), na bazie zielonej papryki (bardzo ostra), czosnkowa oraz dla złagodzenia ostrości potrawy – śmietana. Wyzwanie się powiodło. Danie spełniło nasze oczekiwania – ostrość potrawy była idealna, choć dobrze, że wyposażyłyśmy się w wodę. Najchętniej zjadłybyśmy całe danie, ale był jeszcze przed nami deser, więc poprosiłyśmy o zapakowanie czterech pozostałych kawałków na wynos.

Z deserów wybrałyśmy restauracyjną nowość – churros (6 zł). To meksykańskie ciasteczka ptysiowe smażone w głębokim tłuszczu, posypane cynamonem, z dipem czekoladowo – śmietanowym. Niestety miałyśmy wrażenie, jakby te ptysie były przygotowane wcześniej, a przed podaniem tylko odgrzane, bo były gumowate. Tak niedobrego deseru, podczas naszych wizyt, jeszcze nie jadłyśmy. Nawet nie pomógł w tym przypadku dip.

Szkoda, że oprócz ładnego, oryginalnego wnętrza, w tej restauracji nie można znaleźć dobrej atmosfery i dobrych smaków we wszystkich daniach… Meksykańskiej fali niestety nie mogłyśmy zrobić po tej wizycie ;) .

 

Plusy: miła obsługa, przewijak i krzesełko dla dzieci, zabawki, płatność kartą, Wi-Fi

Minusy: nieprzyjemna atmosfera (choć obsługa była miła), brak strony internetowej

Lokal doskonały na: spotkanie towarzyskie

Rodzaj kuchni: meksykańska

 

Hacienda Pancho Villa

ul. Mostowa 7, Toruń

Tel.: 56 471 09 77

https://www.facebook.com/pages/Hacienda-Pancho-Villa/

Godziny otwarcia:

poniedziałek – czwartek: 12:00 – 22:00

piątek – sobota: 12:00 – 24:00

niedziela – 12:00 – 22:00

 

Share Button

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Zobacz poprzedni wpis - Róże i Zen (Toruń)
Zobacz następny wpis - Penelopa (Inowrocław)